Middle of Nowhere

Mordercza wyprawa. Tak nazwałbym najgłupszy pomysł na jaki do tej pory wpadliśmy. 14 godzin, 850 mil, 34 galony benzyny i galon Monster Energy Drink na głowę dalej, niesamowicie zmęczeni podróżą lądujemy w sercu Badlands, a dokładniej w Wall w Południowej Dakocie. Niby niedługo, niby niedaleko, niby niedużo. Walczyliśmy jak lwy, a i tak padliśmy jak muchy(?).

Nocną trasę zaplanowaliśmy w ramach „oszczędności”. Po kilku zmianach postanawiam się zdrzemnąć. Kiedy jakiś czas później otwieram oczy, na czarnym niebie nagle zapalają się setki czerwonych punktów. Co to k…a było? zagajam jak na prawdziwego Polaka przystało niezmiernie zaskoczony tym faktem. Nie wiem, ale też się zastanawiam, odpowiada mi Wojtek(?). Po kilku regularnych powtórzeniach tego ciekawego zjawiska udaje nam się zaobserwować, że są to zwykłe migające światła jakie montuje się np. na kominach, z taką różnicą, iż tutaj zamontowane były na wiatrakach prądotwórczych.

Godzina 7 nad ranem. Oczy i ręce zaczynają odmawiać posłuszeństwa, a mój kompan współpracy. Szczęśliwie, znaki oznajmiają mi, że za kilka mil, w Chamberlain, SD mogę spodziewać się rest area. Wojtek całkiem zasypia w samochodzie, ani myśląc o tym, by z niego wyjść. Ja, celem podładowania baterii idę na krótki spacer po ładnej okolicy przy rzece Missouri.

Rano dojeżdżamy do Wall, miasteczka w Południowej Dakocie, w którym nocujemy. Idziemy na obiad do “Fat Boys BBQ” i zjadamy “Buddy Buddy Feast BBQ” – talerz pełny żeberek, kurczaka i różnego rodzaju mięcha. Podawany przez sympatyczną, 40-50 letnią kelnerkę, która dowiadując się, że jesteśmy z Polski opowiada o turystach z Europy jacy do niej docierali i informuje nas, że dziewczyna kucharza co prawda nie jest z Polski, ale Bułgarii więc w sumie w okolicy :)

Wojtek Szkutnik, Dziennik Podróży

Przed obiadem Wojtek informuje mnie, że po tymże, będzie miał ważny call i, delikatnie mówiąc, nakazuje mi opuścić na jakiś czas pokój. Szybki rzut oka na prognozę pogody… aha, zapowiadają opady śniegu i jutro możemy spodziewać się czterech cali śniegu. Postanawiam przejechać się i zobaczyć co oferuje okolica. Objechanie całego miasteczka zajmuje mi mniej niż pół godziny, więc idę do „centrum handlowego” – głównej tutaj atrakcji. Jest to olbrzymi kicz, więc dokonuję szybkiej ewakuacji i idę na pocztę. Po wysłaniu pocztówek jadę w kierunku Badlands National Park. Niestety zanim udało mi się dotrzeć do jego bram łapie mnie śnieżyca i, mając przedsmak tego co czeka mnie dnia następnego, zawracam, nie pragnąc niczego innego jak wreszcie pójść spać.

Nazajutrz, po przebudzeniu, szybkie śniadanie i nie marnujac zbyt dużo czasu (Wojtek jeszcze wysyła pocztówki) ruszamy na przejażdżkę po okolicznym parku narodowym. Przez noc napadało sporo śniegu, ale na szczęście już jest spokojnie mimo dużego zachmurzenia. Mimo tego jest bardzo zimno i okropnie wieje. Wojtek zaciesza rogala zadowolony ze swojego swetra i czapki z Islandii, a dla mnie niestety tak się złożyło, że w motelu w Columbus zostawiłem za sobą swoją kurtkę. Park ten nazwę zawdzięcza specyficznemu rodzajowi terenu, badlands, który znajduje się głównie w tej części Ameryki Północnej, ale nie tylko – podobne połacie ziemi znaleźć można między innymi w Argentynie, Nowej Zelandii, czy nawet bliżej nas, w Hiszpanii. Krajobraz tego typu, dzięki silnej erozji, charakteryzuje się licznymi kanionami, wąwozami, jarami i bajecznymi kominami(?).

Infrastruktura parku nie jest zbyt rozbudowana. Wytyczono wokół niego trasę samochodową, a długą na około 65 kilometrów wyasfaltowaną część przy północnym obszarze nazwano Badlands Loop Road. Dodatkowo rozpięto w postaci cięciwy, piętnastokilometrową, w całości gruntową Conata Road. Dojeżdzając od strony Wall decydujemy się podążać zgodnie z ruchem wskazówek zegara po wyasfaltowanej części – niestety ze względu na dość wysoki moment Mustang kompletnie nie radził sobie pod górkę na pełnej kamieni drodze gruntowej. Nasz pobyt tu ograniczył się do naprzemiennego kierowania samochodem w żółwim tempie i krótkiego wyskakiwania z niego w celu zrobienia zdjęć. No i oczywiście do podziwiania pięknej przyrody. Enjoy.

cdn.