Chicago

W drodze do Chicago, po wyjściu z Zoo w Columbus, przejeżdżamy przez kampus The Ohio State University, który wręcz roi się od studentów. Do przejechania mamy prawie 400 mil, więc zgodnie z tradycją zmieniamy się co jakieś 200-300 mil. Tym razem trasę rozpoczynam ja.

Na obiad zatrzymujemy się w ogromnym rest area. W odróżnieniu od tych odwiedzonych do tej pory ascetycznych „bud”, aż kipi przepychem. W środku dużego budynku znajduje się kilka sieci restauracji i kawiarni także każdy ma szansę na coś dla siebie oraz sklep spożywczy. Obok wejścia do niego znajdują się automaty z grami, w tym ze Space Invaders. Po zjedzeniu kilku kawałków pizzy i jakiegoś zawijańca w stylu burrito ruszamy w dalszą drogę, a za kierownicą siada Wojtek.

Trasa jest niezwykle nudna, przejeżdżamy głównie przez pola uprawne, a pogoda nie dopisuje. Późnym wieczorem , niedługo przed zachodem słońca docieramy do Chicago. Nasz motel znajduje się jednak po drugiej stronie miasta, więc trafia nam się przeprawa przez obwodnicę w ogromnym korku. W tym czasie ściemnia się całkowicie i na miejscu jesteśmy już dawno po zmroku. Zmęczeni, parkujemy byle jak i meldujemy się. W drodze losowania Wojtkowi jako pierwszemu trafia się łazienka.

Museum of Science and Industry

Pracując rano, zwiedzanie Chicago zaczynamy wczesnym popołudniem. Pierwszym celem jest Museum of Science and Industry zlokalizowanym w Jackson Park nad samym brzegiem jeziora Michigan. Do dyspozycji muzeum został oddany w 1993 roku dziewiętnastowieczny budynek, w którym mieściły się wcześniej Pałac Sztuk Pięknych i Muzeum Historii Naturalnej. Powoduje to, że człowiek nie wie czego spodziewać się w środku, a budynek jest wewnątrz urządzony bardzo nowocześnie. Zatrzymujemy się na muzealnym parkingu podziemnym i zaczynamy, dość krótkie zwiedzanie – spowodowane rychłym, bo przypadającym na godzinę 16, zamknięciem.

Przechodzimy przez salę pełną różnych eksperymentów fizycznych i chemicznych oraz obok wejścia do wiernie oddanej kopalni węgla kamiennego w skali rzeczywistej! Niestety mamy zbyt mało czasu by tam wejść. Muzeum, podobnie jak te smithsońskie w Waszyngtonie, należy do tych, w których wszystko można, a wręcz należy, dotknąć. Jednym z ciekawszych eksponatów jest doskonale zachowany, niemiecki okręt podwodny, U-boot U-505! Został on w 1944 roku przechwycony przez wojska amerykańskie, jako jeden z dwóch podczas całej Drugiej Wojny Światowej. Przechodząc wkoło niego dowiadujemy się w jaki sposób został on przejęty i jak został przetransportowany na Bermudy gdzie przeczekał w tajemnicy do końca wojny by być następnie holowanym do Chicago. W ramach zwiedzania możemy popatrzeć przez prawdziwy peryskop, zobaczyć pozostawioną na pokładzie przez nazistowskich marynarzy Enigmę oraz niektóre z książek kodowych.

Większość sal w muzeum jest dwupoziomowa. Następna z nich mieści w sobie zawieszonego pod sufitem Boeinga 727, który latał na trasie San Francisco-Chicago. Oczywiście można do niego wejść oraz zobaczyć różne jego przekroje. Na wystawie obecni są prawdziwi piloci linii United, która podarowała muzeum ten samolot. Opowiadają oni o samolotach i swoich karierach. Patrząc w dół sali (byliśmy wtedy na wyższym poziomie), zauważamy…

The Great Train Story

Miejsce w którym spędziliśmy chyba zbyt dużo czasu. Wielka sala praktycznie w całości zajmowana przez ogromną makietę kolejki w skali HO o powierzchni 330 metrów kwadratowych. Jej celem jest przedstawienie ponad 3500 km trasy kolejowej z Seattle w stanie Waszyngton do Chicago. Była ona budowana przez rok, a koszt jej zbudowania wyniósł około 3,5 miliona dolarów. Pełną historię budowy można znaleźć na poświeconych jej stronach muzeum.

The Great Train Story model railroad allows you to witness more than 20 trains running on 1,400 feet of track, completing the winding journey between Chicago and Seattle. The trains—passing through the Midwest, the Plains States, the Rockies and the Cascades—are involved in industries as diverse as grain commodities, raw materials for manufacturing, consumer goods for import and export, lumber and tourism. Along the way, you can even help the trains complete their journey with various interactive stations that allow you to help build a mountain tunnel, raise and lower a drawbridge, assist in loading lumber on a train car—and much more!

The Great Train Story, Museum of Science and Industry, Chicago, IL

Po wyjściu muzeum, zgłodniali, jedziemy na kolację do centrum. Miejsce parkingowe udaje nam się znaleźć przy Chicago Avenue. W planach mamy odwiedzenie Purple Pig, która jest polecana jako jedna z najlepszych restauracji w Chicago przy okazji nie zabijających cenami. Niestety plan się nie udaje – restauracja jest przepełniona, bez szans na miejsca w sensownym czasie. W poszukiwaniu innego miejsca przechodzimy obok Michael Jordan Steakhouse. Niestety jest on jeszcze zamknięty i pan przy wejściu proponuje nam jedynie rezerwację stolika z czego rezygnujemy (i pewnie zostawilibyśmy tam majątek). Trochę zrezygnowani w końcu trafiamy na Chipotle, czyli meksykańska sieć restauracji. Wchodzimy do środka i jemy bardzo smaczny i sycący posiłek za grosze: Wojtek bierze burrito, a ja miskę mięsa, warzyw i ryżu.

Najedzeni, korzystając z czasu pozostałego na karcie parkingowej idziemy na krótki spacer. Trafiamy do parku imienia PFC Miltona Olive’a, w pobliżu którego znajduje się budynek Lake Point Tower. Park umiejscowiony jest na cyplu, a między nim a główną drogą znajduje się plaża. Z parku mamy ładny widok na panoramę Chicago. Udaje nam się zrobić kilka zdjęć, ale niestety złapał nas deszcz akurat w momencie, w którym byliśmy najdalej od samochodu. Przemoczeni biegniemy w stronę samochodu po drodze chroniąc się w jednym z przejść podziemnych w pobliżu wejścia do parku, gdzie przeczekujemy największą ulewę.

Museum Campus

W sobotę, z różnych powodów, Wojtek zostaje w motelu, a ja jadę w okolice Museum Campus, nad jeziorem Michigan. Jest to duży kompleks rekreacyjno-muzealny z kilkoma bardzo ważnymi obiektami: Field Museum of Natural History, Shedd Aquarium, Adler Planetarium oraz posągami m.in. Tadeusza Kościuszki i Mikołaja Kopernika.

Field Museum of Natural History

W muzeum tym od prawie miesiąca, na iPadach z opisami eksponatów gołębi w Hali Ptaków, znajduje się jedno z moich zdjęć, które udostępniłem muzeum kilka miesięcy wcześniej. Field w nazwie tego muzeum nie pochodzi od słowa pole, lecz od nazwiska filantropa, Marshalla Fielda, który w dużej mierze przyczynił się do otwarcia tegoż.

Przy wejściu decyduję się na zakup Chicago City Pass – pakietu pięciu wejściówek do siedmiu najpopularniejszych obiektów w mieście za około pół ceny. Oprócz wcześniej wspomnianych w Museum Campus oraz Museum of Science and Industry mogę wejść jeszcze do Art Institude of Chicago i punktów obserwacyjnych w budynku im. Johna Hancocka oraz Skydeck Chicago w Willis Tower, na który i tak wszyscy tu mówią po staremu: Sears Tower.

Muzeum jest naprawdę duże. Prawie cały parter zajmują wystawy przedstawiające szkielety i makiety różnych gatunków zwierząt. Miłośnikom minerałów na pewno przypadnie do gustu kolekcja znajdująca się w muzeum, a już w szczególności Jadeitowa Sala gromadząca wykonane z tego minerału różne chińskie przedmioty i biżuterię. Ciekawych przedkolumbijskiej historii Ameryk zainteresuje wystawa The Ancient Americas poświęcona 13 tysiącom lat życia tutejszej rdzennej ludności, ich sztuce i wierzeniom.

Sue, największy i najbardziej kompletny obecnie znany szkielet tyranozaura również stanowi nie lada atrakcję. Jakby to było mało, w muzeum zorganizowana jest spora przestrzeń, Evolving Planet, prezentująca dinozaury z każdej epoki razem z ich prawdopodobnym środowiskiem naturalnym. Kilka sal dalej i z gadziego klimatu zostajemy przeniesieni w świat ekstremalnych ssaków. Zaraz po wejściu do sali zaprezentowany jest Indrikoterium – największy ssak jaki kiedykolwiek stąpał po Ziemi. Tuż obok, na patyku, siedzi Batodonoid podobny do ryjówki, najmniejszy z kolei ssak jakiego udało się odkryć, a który ważył ponoć mniej niż banknot jednodolarowy. Nie brakuje także innych ciekawostek jak największy ssaczy pazur czy mózg.

Całkowitym odejściem od powyższego była wystawa zatytułowana Maharaja: The Splendor of India’s Royal Courts. Przedmiotem tej wystawy było przybliżenie zwyczajów panujących na indyjskim dworze. W bardzo ciekawy sposób zostały pokazane powinności indyjskiego króla wobec jego poddanych oraz wpływ tamtejszych wierzeń na sposób rządzenia. Oczywiście nie mogło zabraknąć wyszukanej biżuterii, broni i kostiumów.

Shedd Aquarium

Kolejnym miejscem, które postanowiłem tego dnia odwiedzić było akwarium. Zaraz przy wejściu (po odczekaniu pół godziny w kolejce mimo posiadania biletu) czeka na mnie Carribean Reef – okrągły zbiornik wypełniony przeróżnymi karaibskimi rybami i żółwiami. Okrążony on jest z każdej strony wystawą Waters of the World, która składa się z 80 oddzielonych od siebie ekspozycji prezentujących różne środowiska życia zwierząt wodnych. Głównymi atrakcjami miały być jednak Jellies oraz Aquatic Show.

Jellies

W niesamowicie bajkowy sposób zademonstrowane życie meduz – jednych z najstarszych złożonych organizmów na Ziemi. Ogromna ilość podświetlonych zbiorników o różnokolorowych tłach. Zresztą co tu dużo mówić, wystarczy przeczytać poniższy opis i obejrzeć zdjęcia.

Jellies have staying power. They’ve survived—and thrived—in the Earth’s oceans for more than 500 million years. And a dazzling array of diverse species will extend their stay at Shedd’s special exhibit, Jellies.

Immerse yourself in the mesmerizing world of jellies, where simple bell-shaped forms are the result of complex biological processes, and delicate frills harbor tiny venomous harpoons that paralyze prey. Even though they don’t have blood, bones, or brains, jellies aren’t as simple as they look!

Jellies, Shedd Aquarium, Chicago, IL

Aquatic Show

Pokaz sam w sobie nie był zbyt długi, ni ekscytujący. Wszyscy obecni w wodnym amfiteatrze mieli natomiast okazję zapoznać się z podopiecznymi akwarium. Prowadzący opowiadając o zwierzętach biorących udział w przedstawieniu pokazywali jak bardzo zżyte są z nimi i jak dobrze są wytresowane. Nie zapomniano wspomnieć także o kilku ciekawostkach jak na przykład o tym, że słona woda morska – tak bardzo potrzebna w tym miejscu – była niegdyś transportowana pociągami aż z Florydy.

Chiński bufet

Wieczorem Wojtek zabiera samochód nie mówiąc gdzie jedzie, a ja głodny ruszam na poszukiwanie czegokolwiek jadalnego. Niestety okolica motelu to głównie hale towarowe i przemysłowe ale przypadkiem udaje mi się znaleźć chinese buffet, w którym za $10 można jeść i pić ile dusza zapragnie, a ciało przyjmie!

W chmurach

W niedzielę, 21 października, postanawiamy pooglądać miasto z góry. W drodze do pierszego, do John Hancock Observatory, czyli punktu obserwacyjnego na 94 piętrze John Hancock Center mijamy stanowiska z gazetami. Jednym z nich jest kubeł Onion News co nas bardzo rozbawiło.

Po wyjściu z biurowca, czekając na Wojtka, który gdzieś mi się zgubił, robię kilka zdjęć budynku i zauważam na placu obok rzeźbę, która od razu kojarzy mi się z Filadelfią. Okazuje się, że nie bez powodu, gdyż jak czytam na tabliczce, została ona stworzona przez tę samą osobę.

Indiana defined a generation with his masterpiece LOVE and with HOPE, Love’s iconic mate, he has created a timeless and new positive message for the future.

“HOPE, 72” Stainless Steel from the private collection of Michael McKenzie/American Image

Robert Indiana (b. 1928, USA)

Na lunch idziemy, już tradycyjnie, do Subwaya. Po drodze przechodzimy przez kilka przecznic mieszkalnych udekorowanych już na Halloween.

Wsiadamy w samochód i jedziemy w okolice Sears Tower. Teraz zwie się ona niby Willis Tower ale nikt tu tak nie mówi. Przez kilkanaście minut nie możemy znaleźć miejsca do parkowania, ale w końcu udaje nam się znaleźć jedno idealne, tuż pod torami kolejki nieopodal samego wieżowca. Idziemy do wejścia i zauważamy olbrzymie kolejki. Wojtek rezygnuje z wejścia, gdyż czas oczekiwania to ponad 2 godziny. Ja korzystam z fast pass, którego mam dzięki CityPass i wchodzę do windy prawie natychmiast. W tym czasie Wojtek wraca w okolice samochodu i… dobrze się stało, bo stoi przy nim pani policjant i je spisuje! Jak się okazuje, zaparkowaliśmy na ulicy, która jest wyłączona z parkowania w tym dniu ze względu na kręcony tu film! Co gorsza, Wojtek nie może odjechać, bo… to ja mam kluczyki… Ledwo wjechałem na górę i dostaję SMS-em wiadomość, że za kilka minut nasz samochód zostanie odholowany na nasz koszt na jakis parking za miastem. Udaje mi się obejść piętro widokowe wkoło i zdążam szybko wejsć do SkyDecka i biegnę do samochodu. Uff, udało się w ostatniej chwili.

Wrażenia

Kolejne dwa dni upłynęły bardzo leniwie. W poniedziałek odpoczywaliśmy od zwiedzania i trochę popracowaliśmy. Na obiad pojechaliśmy na przedmieścia na barbeque. Wojtek zamówił burgera i frytki, a ja uraczyłem się żeberkami obficie polanymi sosem i pieczonym ziemniakiem. We wtorek popołudniu odwiedziliśmy Institue of Art, a wieczorem wyruszyliśmy w dalszą, bardzo długą trasę.

Podsumowując, Chicago jawi mi się jako lepsza wersja Nowego Jorku. Właściwie to ulice tego pierwszego wyglądają zupełnie tak jak wyobrażałem sobie, że będzie wyglądało to drugie. Uczucie czystości w porównaniu z NYC jest na tyle duże, że człowiek nie boi się dotknąć czegokolwiek w obawie przed amputacją. Ludzie są milsi; nawet bezdomni i żebrzący na ulicach są mniej natarczywi i ogólnie wyglądają jakoś lepiej. Powietrze, dzięki bliskości jeziora i bryzie z niego wiejącej, też jest bardzo rześkie.

cdn.