Zepsuty aparat

Poranek i wczesne popołudnie spędzamy na pracy. Chcę zobaczyć dolny Manhattan więc po wyjściu z mieszkania kierujemy się w okolice Canal Street, gdyż Wojtek mówi, że już tam miał okazję być. Po wyjściu z metra, dysponując mapką Nowego Jorku otrzymaną od opiekunki mieszkania – Sally, próbujemy udać się na południe. Sally to ponad sześćdziesięcioletnia już kobieta z Connecticut, która dorastała w Big Sur w Kalifornii, w młodości jeździła na Woodstock, a obecnie praktycznie nie wychodzi ze swojego pokoju ze względu na jakieś migreny.

Oczywiście gubimy się na wielkim skrzyżowaniu i zamiast tego idziemy na północ, kłócąc się kto ma rację co do kierunku. Praktycznie od tego momentu do końca wspólnego wyjazdu Wojtek dogryza mi, że „nie ogarniam mapy”, o wiele częściej gubiąc później drogę, ale postanawiam tego już nigdy nie komentować – mamy przecież spędzić razem jeszcze pół roku.

IMG_1114

IMG_1172

IMG_1175

W końcu udaje się obrać prawidłowy kurs, ale po kilku dniach od powrotu do życia, Wojtkowi całkiem psuje się aparat (w skutek kąpieli w słonej wodzie oceanu na Islandii). Szukamy więc miejsca gdzie można by było ten korpus naprawić. Błądzimy po Google i ulicach Nowego Jorku w poszukiwaniu jakiegoś serwisu. Po drodze siadamy na ławce z widokiem na budowany, lecz przesłonięty mgłą, 1 World Trade Center, gdzie Wojtek walczy z uruchomieniem aparatu, a ja w tym czasie robię trochę zdjęć.

IMG_1182

IMG_1187

IMG_1123

Aparatu nie udaje się uruchomić, więc ruszamy w drogę by końcu znaleźć jeden. Wojtek wchodzi do środka, a ja tymczasem czekając… tak, cykam kilka zdjęć.

IMG_1205

IMG_1208

Na miejscu niestety okazuje się, że żaden serwis nie dysponuje narzędziami potrzebnymi napraw Nikona D800 (poza oficjalnym), bo zmieniono jakieś śrubki czy coś w tym stylu. Oficjalny serwis znajduje się zaś gdzieś na Long Island. Szczęśliwie mamy tam kontakt – Jeffa, który pewnie pomoże z naprawą, a i tak mamy zamiar go odwiedzić w weekend.

Dochodzi 18 i trochę zgłodnieliśmy, a że byliśmy praktycznie w Little Italy to postanowiliśmy się udać na jakąś kolację. Ostatecznie wchodzimy do Pulino’s Bar & Pizzeria, gdyż wygląda chyba najlepiej i ma całkiem niezłe oceny na TripAdvisor. Siadamy przy stoliku na zewnątrz i oboje zamawiamy pizzę i piwo – mój wybór pada na quattro formaggi Delirium Tremens, którego nigdy nie piłem, a nazwa bardzo chwytliwa. Okazuje się, że ten belgijski złoty trunek jest bardzo bogaty w alkohol (8.5%). Gotową pizzę przynosi sam szef kuchni, co jest dość miłym zaskoczeniem.

IMG_1266

Po kolacji zmierzamy jeszcze na Most Brookliński. Jest już ciemno, więc po drodze oczywiście gubimy się gdzieś w okolicach Ratusza i analizując mapę zaczynamy głośno zastanawiać jak najszybciej się tam dostać. Przechodząca nieopodal nas kobieta wyprowadzająca na spacer psa wychwytując naszą rozmowę zagaduje. Wychodzi na to, że jest ona polką i to bardzo pomocną, bo od razu pokazuje nam najkrótszą trasę do celu.

IMG_1283

Stojąc na alejce prowadzącej na most zauważamy, że kobiecie rozmawiającej przez telefon, nagle spada tenże na biegnącą poziom niżej jezdnię. Całkiem przypadkiem w tym momencie przejeżdża tamtędy radiowóz, którego kierowca natychmiast włącza policyjnego koguta i wysiada, by oddać zgubę właścicielce. Przez chwilę stoimy w osłupieniu, próbując zrozumieć co się właśnie stało.

IMG_7720

Będąc u celu widzimy, że most jest w remoncie i nawet nie ma się jak wychylić, więc ciężko nam o jakąś ciekawą perspektywę na zdjęciach.

IMG_7727

IMG_7714

Po przejściu na Brooklyn czym prędzej kierujemy się do najbliższej stacji metra – już ciemno i późno, a ulice opustoszałe.

IMG_7813

IMG_7819

cdn.