Waszyngton

Kolejnego dnia, po drodze do następnego motelu przejeżdzamy przez bardzo długi Chesapeake Bridge w Maryland. Na jego końcu, przy Annapolis znajduje się pierwszy park stanowy, w którym się zatrzymujemy i to na dłuzsza chwilę – Sandy Point State Park, o złocistej plaży, będący świetnym miejscem na piknik.

IMG_9897

IMG_9899

IMG_9926

IMG_9943

IMG_0045

IMG_0089

Wieczorem meldujemy sie w motelu dla truckerów (nie wiedzieliśmy o tym wcześniej) w Jessup, MD, który okazuje się być dość obskurny – w nocy zauważamy dwa karaluchy, które sprawiają, że Wojtek wpada w panikę i nakazuje spakować wszystkie rzeczy do plecaków i uniesienie ich wysoko nad podłogę. Ciężko nam się śpi, gdyż słyszymy, albo wydaje nam się, że słyszymy, małe nóżki karaluchów drapiące po ścianach.

Jemy szybkie śniadanie w Subwayu na stacji benzynowej obok motelu i wreszcie jedziemy do stolicy. Jak się okazuje, z miejscami parkingowymi na ulicy jest dość krucho, więc parkujemy w parkingu pod jakimś budynkiem administracyjnym (auto zostaje szybko przeszukane) niedaleko Monumentu.

IMG_0144

IMG_0163

IMG_0207

Co ciekawe, wierzchołek pomnika postanowiono pokryć jakimś cennym materiałem. Wybór padł na największy aluminiowy odlew jaki kiedykolwiek udało się zrobić do tego czasu. Dwa lata później, udoskonalono proces produkcji i cena amelinium, wcześniej porównywalna do ceny srebra, poszybowała w dół, a cenny czubek stał się nic nie warty.

Spod monumentu ruszamy w stronę ogromnego kompleksu pomników poświęconych ofiarom różnych wojen, w których Stany Zjednoczone brały udział, w tym I i II Wojny Światowej, wojny w Wietnamie i wojny w Korei. Wszystkie są zgrupowane “tematycznie”, oddzielone od siebie dość długimi ścieżkami spacerowymi i dokładnie opisane w dość patetyczny sposób.

IMG_0419

Przy pomniku na cześć ofiar II Wojny Światowej mijamy wielu weteranów, w tym jednego na wózku inwalidzkim – patrzą oni na ścianę pokrytą 4048 gwiazdami oznaczającymi 100 poległych w tej wojnie żołnierzy każda. Jedynie wojna secesyjna była bardziej tragiczna w historii Ameryki – pochłonęła ona ponad 620 tysięcy ofiar.

IMG_0444

Dalej ruszamy w stronę świątyni, w której znajduje się gigantyczny pomnik Abrahama Lincolna. U jego stóp rozpościera się widok na monument odbijający się od powierzchni wody w stawie u podnóża schodów.

IMG_0508

Później kierujemy się w stronę Kapitolu, ale po drodze stwiedzamy, że jednak jest on za daleko, a robi się już późno. Wstępujemy do jednego ze smithsoniańskich muzeów: Museum of American History, posiadającego bardzo ciekawe zbiory. Po wyjściu z niego, Wojtek idzie do Museum of Art, a ja na krótki, jesienny spacer.

IMG_0525

IMG_0575-Edit

Pierwszy dzień w Waszyngtonie kończymy kolacją w chinatown, gdzie zamawiam talerz owoców morza (z makaronem?!), z których jeden rodzaj jest okropny w smaku i praktycznie psuje mi cały posiłek.

Poniedziałkowy poranek (15 października) spędzamy na pracy, by chwilę przed południem wrócić do miasta. Pierwsze kroki stawiamy w kierunku pozostałych muzeów towarzystwa Smithson, w tym celu rozdzielamy się, gdyż każdy z nas ma inne priorytety.

Późnym popołudniem spotykamy się w ustalonym miejscu i idziemy pod Kapitol, który wczoraj odpuściliśmy. Nie udało się spędzić tam zbyt wiele czasu, gdyż pod budynek nadciągnęły ogromne czarne chmury i silny wiatr, więc uciekamy od nich pod Biały Dom.

IMG_0611

IMG_0667

IMG_0674

Zaczęło się coraz szybciej ściemniać oraz burczeć nam w brzuchach, więc udaliśmy się w poszukiwaniu czegoś lepszego niż wczoraj do jedzenia. Po dłuższym czasie znajdujemy dwie knajpy: meksykańską i japońską. Ponieważ ta pierwsza była obskurna, a nagle nabraliśmy ochotę na sushi, wchodzimy do tej drugiej – Asia Nine. Okazuje się to świetnym wyborem, zamawiam ogromny talerz sashimi, a Wojtek sashimi z sushi i sake (czyli ja dziś prowadzę). Jedzonko nie było tanie, ale nie zawaham się stwierdzić, że to najlepsze sashimi jakie jadłem w życiu.

IMG_0692

IMG_0697

cdn.