Retrospekcja, cz. 1

Dziś mija dokładnie rok od mojego wyjazdu dookoła świata. Ciężko uwierzyć, ale niewiele ponad rok wcześniej poznałem Wojtka, z którym ta wyprawa miała się odbyć. Trzy miesiące później okazało się, że obaj zawsze chcieliśmy zwiedzić Nową Zelandię, zatem dość naturalnie padło pytanie typu: A dlaczego by nie oblecieć przy okazji świata w koło? Po 10 miesiącach wytężonej pracy (trzeba było w końcu na ten wyjazd zarobić), byłem gotów opuścić Kraków i udać się na przygodę życia.

Sporo osób widziało już zdjęcia, które udało mi się zrobić, ale niewiele z nich poznało szerszy kontekst, a mnóstwo rzeczy zachowałem do tej pory tylko dla siebie. Dlatego właśnie marzyło mi się by dokonać retrospekcji; seria wpisów, które stworzę nie ma na celu opisywanie wszystkiego co robiłem dzień po dniu, lecz przypomnieniem sobie wrażeń i myśli – pamiątką dla mnie.

Podróż zaczęła się 1 października 2012 roku około 5 nad ranem na Dworcu Głównym w Krakowie, gdzie pożegnawszy się z rodzicami dosiadłem się do Kamila jadącego pociągiem do pracy w Warszawie. Przejażdżka pociągiem TLK minęła dość szybko. Po wyjściu z wagonu Kamil, żegnając się, wsadził mnie do kolejki jadącej na lotnisko, na które dotarłem w okolicach godziny 10.

Jako, że wylot miał odbyć się niemal dwie i pół godziny później udałem się na drugie śniadanie. Po zjedzeniu tegoż, udałem się w kierunku bramek by w spokoju poczekać na samolot. W międzyczasie doszły nas słuchy, że samolot lecący z Nowego Yorku jest z jakiegoś powodu opóźniony i prawdopodobnie będziemy musieli trochę poczekać. Niestety, godzina odlotu minęła, a obsługa poinformowała, iż wylot opóźni się znacznie.

Po niemal 4 godzinach oczekiwania, w końcu, zostaliśmy zaproszeni na pokład. Czekał mnie najdłuższy do tej pory, dziewięciogodzinny lot. Myślałem, że będzie on bardzo nudny, ale wystarczy spojrzeć na zdjęcie poniżej.

20121002-001120.jpg

W oczekiwaniu na lot postanowiłem udać się do księgarni, gdyż przypomniałem sobie, że nie wziąłem ze sobą żadnej książki – mój wybór padł na The Grand Design Stephena Hawkinga i Leonarda Mlodinowa. Po wystartowaniu został włączony telewizor, gdzie wprawiając mnie w zdumienie, obsługa samolotu postanowiła puścić pasażerom kilka odcinków serialu The Big Bang Theory. Znałem te odcinki niemal na pamięć, więc rozsiadłem się wygodnie i zaczytałem w mym najnowszym nabytku. Książka jest napisana w bardzo ciekawy i przystępny sposób z dużą dawką humoru (jak wszystkie chyba tego typu pozycje Hawkinga); nie znudziła mnie mimo tego, że większość opisanych w niej rzeczy poznałem na studiach. Podczas lotu, w telewizji pojawia się również dokument o budynkach architekta Teodora Talowskiego, w szczególności o budynku pod śpiewającą żabą, w którym to przez prawie rok pracowałem (dokładnie w lokalu z tą właśnie żabą w oknie).

Ze względu na opóźnienie samolot ląduje po 19 zamiast obiecanej 16. Do odprawy paszportowej formuje się wyjątkowo długa kolejka w której spędzam niemal półtorej godziny umilając czas meczem futbolu amerykańskiego przerywanym co i rusz amerykańskim hymnem. Przy odprawie trochę stresu, gdyż do tego momentu – mimo posiadanej wizy – nie wiadomo czy będzie się wpuszczonym na terytorium Stanów Zjednoczonych. Na pytania urzędnika odpowiadam, zgodnie z prawdą, że wylatuję w okolicach Świąt Bożego Narodzenia i ostatecznie dostaję zgodę na sześciomiesięczny pobyt.

Po wyjściu z lotniska co chwilę podchodzą do mnie kierowcy taksówek pytając czy mnie gdzieś nie podrzucić: Need a taxi? Taxi ride? Przed lotem zostałem przez uprzejmą babcię uprzedzony, że taka wycieczka to przynajmniej $100, więc ostatecznie decyduję się na zakup 7-day unlimited MetroCard za około $30 i $5 za kolejkę z lotniska do najbliższej stacji metra. Pociąg dość długo nie przyjeżdża – czekam ponad 30 minut by ostatecznie znaleźć się w okolicach rogu 50 ulicy i 8 alei, skąd muszę dojść do Columbus Circle by dojechać do mieszkania znajdującego się na górnym Manhattanie. Mimo tego, że ulice i aleje są ułożone w sposób prostopadły do siebie i wskazówek udzielonych mi na ulicy trochę błądzę, lecz udaje mi się zrobić kilka zdjęć, mimo obaw o utratę aparatu ze względu na późną porę.

IMG_0865

Pierwszy upolowany Harley:

IMG_0867

Wystawa jednej z dziesiątek, jeśli nie setek, tradycyjnych pralni i szwalni w Nowym Jorku:

IMG_0870

Grubo po 23 udaje mi się dotrzeć na stację przy Columbus Circle. Wojtek ostrzegał mnie o tym przed moim przyjazdem, jako że był tu wcześniej, że jest tam tak brudno, że ma czasami odruchy jak Sheldon Cooper. Na potwierdzenie nie muszę długo czekać – po wejściu na peron łatwo można zauważyć walające się wszędzie śmieci i człowieka oddającego mocz w kącie.

IMG_0875

Po północy wychodzę ze stacji metra w okolicach mieszkania gdzie czeka na mnie Wojtek. Zaczyna padać, więc wracamy biegiem. Po dotarciu na miejsce zostaję przez niego poczęstowany tapioką i bułką z hummusem. Podczas posiłku zdaje mi on krótką relację ze stanu mieszkania i pokazuje zdjęcia, które ustrzelił na Islandii, po czym udajemy się spać przy muzyce disco puszczanej głośno przez sąsiada.

cdn.