Miasto, które nigdy nie śpi

Zapomniałem o tym wspomnieć, ale Wojtek odstawił wczoraj w metrze niezły numer. Szukając serwisu zastanawialiśmy się czy powinniśmy wysiąść na tej stacji – wyszło nam, że raczej nie. Nagle, ni stąd ni zowąd, Wojtek decyduje, że to jednak ta i wyskakuje z pociągu, a mnie drzwi zatrzaskują się przed nosem. Źle się złożyło, że akurat tego dnia nie wziąłem telefonu, bo nie kupiłem jeszcze lokalnej karty SIM.

IMG_7830

Na szczęście na migi dogadujemy się, że ja wysiadam przystanek dalej, a on na mnie poczeka. Następna stacja była oddalona od naszej o niecały kilometr, więc około 5-10 minut, śpiesznym krokiem, zajęło mi dojście do niej. Pech chciał, że gdy zszedłem pod ziemię to okazało się, że to nie jest zwykła stacja, ale olbrzymi (możliwe, że najbardziej skomplikowany), przynajmniej dwupoziomowy punkt przesiadkowy: Utica Avenue/Fulton Street. Kolejne 10 minut spędziłem więc na błądzeniu po klatkach schodowych i poszukiwaniach właściwego peronu.

IMG_7820

IMG_7837

IMG_7831

Od rana ulewa, więc zastanawiamy się nad zwiedzeniem jakiegoś wnętrza. Wojtek decyduje się na pójście do The Metropolitan Museum of Art, ja z kolei jestem temu przeciwny, gdyż przewidzieliśmy wspólnie tylko tydzień w NYC; wtedy więc wydaje mi się to stratą czasu (później oczywiście żałuję). Rozdzielamy się więc i umawiamy na spotkanie w mieszkaniu przed godziną 17. Korzystając z kilku godzin absolutnie wolnego czasu postanawiam pojeździć metrem, a dzięki chwilowemu przejaśnieniu – mogę też trochę pobłądzić.

IMG_7845

IMG_7865

IMG_7870

Początkowo nie mam zamiaru wchodzić do Central Parku, ale zauważonym wiewiórkom udaje się zaciągnąć mnie wgłąb.

IMG_7905

IMG_7926

Wieczorem mamy zaplanowany koncert grupy Melvins, na który cudem udaje się Wojtkowi zdobyć bilety dzięki jakiemuś serwisowi pośredniczącemu. Ma się on odbyć po drugiej stronie East River, w Music Hall of Williamsburg. Jeśli chodzi o wrażenia z koncertu, to pozwolę sobie przytoczyć wpis z dziennika Wojtka:

Ciekawie zapowiadający się support, zainteresowanie nim kończy się po pierwszym kawałku – wydający się zdolnym, perkusista każdy utwór gra tak samo, gitarzysta gra trzy akordy na krzyż, a wokal też mało oryginalny. Sami Melvins – dosyć nierówny koncert, druga połowa dużo lepsza od pierwszej. Oprócz wokalisty z oryginalną peruką afro, trochę przypominającą frontmana Mars Volta, warty uwagi kontrabasista – pochodzacy z Brooklynu, gdzie odbywa się koncert, kiedy jest w Nowym Jorku grywa też w kapeli jazzowej.

Wojtek Szkutnik, Dziennik Podróży

Tak czy owak, gdy wychodzę z koncertu to zwykle nie chcę uczestniczyć w następnym. Okazuje się, że w Nowym Jorku nie ma się zbyt dużo do powiedzenia w tej kwestii. Zejdź do metra by udać się w powrotną podróż do mieszkania, a w momencie, w którym stajesz u progu schodów, słyszysz grającą muzykę. To dwaj ciemnoskórzy muzycy postanawiający ludziom umilić oczekiwanie na pociąg za pomocą bębna i gitary. Nareszcie, gdy skład podjeżdża na peron, masz nadzieję na chwilę przerwy i ukojenie słuchu jednostajnym szumem wagonu sunącego po szynach. Jeszcze nie wiesz jak bardzo się mylisz – muzyka już na ciebie czeka w środku. Opuszczasz metro, szybkim krokiem kierujesz się do mieszkania marząc o jak najprędszym zaśnięciu. Nic z tego. Gdy tylko kładziesz głowę na poduszce Twój sąsiad okazuje się największym fanem muzyki disco, głęboko wierzącym, że północ to idealna pora by przetestować swoje nowe stereo.

Witamy na Manhattanie. Dobrej nocy.

cdn.