Long Island / Futbol amerykański

Sobota upłynęła bardzo leniwie. Późnym popołudniem jedziemy pociągiem na Long Island z zamiarem odwiedzenia Jeffa, którzy przyjeżdża po nas na dworzec swoim nowym Mercedesem. Zaprasza nas na szybką kawę do Starbucksa i na krótką wycieczkę po okolicy, czego zwieńczeniem jest zobaczenie pięknej Jones Beach.

Niestety musi on załatwić kilka spraw i wyrzuca nas przy galerii handlowej – umawiamy się z nim wieczorem na kolację. Jego przyjazd znacznie opóźnia się, co spowodowane jest jakimś wypadkiem drogowym kompletnie blokującym ruch i tworzącym olbrzymi korek. Zniecierpliwieni, udajemy się do Grand Lux Cafe w Garden City, NY. Zamawiam krwistego steka z polędwicy, który okazuje się najdelikatniejszym stekiem jakiego jadłem w życiu (daje się go kroić nożem do masła), a Wojtek Volcano Shrimp – smażoną krewetkę w słodko-ostrym sosie, jakąś sałatkę i deser. Po kolacji Jeff odwozi nas na dworzec, gdzie dość długo w zimnie czekamy na pociąg z powrotem na Manhattan.

Zbyt dużo zdjęć z tego dnia nie posiadam, gdyż chciałem odpocząć od aparatu. Jednak nic straconego, bo wracam tu kilka dni później. Jako, że zapomniałem kupić soczewki kontaktowe, byłem zmuszony dokupić je tutaj. Spotkała mnie niemiła niespodzianka – okazuje się, że w USA, soczewki dostępne są tylko na receptę i muszę iść do optometrysty. Na szczęście jeden był dostępny w galerii, ale wizyta, aczkolwiek gruntowna, kosztowała mnie ponad $125. Na moje stwierdzenie, że w Europie soczewki można kupić byle gdzie pani doktor bardzo się zdziwiła: No bo jak to? Przecież to można wsadzić do oka i zrobić sobie krzywdę. Widelec też można, a jakoś jest bez recepty… Odbiór soczewek za kilka dni, bo nie mają aktualnie na stanie.

IMG_1401

W niedzielę jedziemy na mecz futbolu amerykańskiego Cleveland Browns @ New York Giants na MetLife StadiumNew Jersey. Na mecz zostają podstawione specjalne autobusy, odjeżdżające z Times Square i podwożące nas pod sam stadion. Niestety zaczyna padać deszcz, a „ze względów bezpieczeństwa” nie wolno na stadion wnosić parasolek – trzeba je zostawić na zewnątrz.

Bilety na mecz kupiliśmy kilka miesięcy wcześniej, a i tak cieżko było o dobre miejscówki; ostatecznie udało się trafić całkiem niezłe w narożniku na trzecim piętrze (lubię oglądać mecze z tej perspektywy).  Co prawda musiałem przybliżyć Wojtkowi zasady gry, ale dość szybko ogarnął jej podstawy. Pierwsze co rzuca się w oczy to brak wydzielonej żylety. Kibice obydwu drużyn siedzą pomieszani. Mimo dość piknikowej atmosfery wszyscy mocno dopingują swoje zespoły. Na stadionie znajdują się dwie pary ogromnych telebimów (po przeciwnych stronach stadionu), na jednym z nich leci na żywo obraz z kamery ustawionej przy linii wznowienia gry, a drugi pełni rolę gniazdowego, i to pomimo tego, że ze względu na atmosferę absolutnie nie jest to potrzebne. Ale nie powiem, przydałby się taki u nas na stadionie – w tym miejscu pozdrowienia dla pikników z sektora A. :D

IMG_1411

cdn.