Jesień na północno-wschodnim wybrzeżu

Po wizycie w Waszyngtonie planowaliśmy wycieczkę do Gettysburga, w pobliżu którego w 1863 rozegrała się wielka Bitwa pod Gettysburgiem. Stanowiła on punkt zwrotny Wojny Secesyjnej, będąc przy tym najbardziej krwawą w historii tej wojny.

Bitwa trwała 3 dni, od 1 do 3 lipca, a co ciekawe, armie biorące w niej udział spotkały się tu dość przypadkowo na dzień przed jej rozpoczęciem. Ziemia została zbrukana krwią ponad 51 tysięcy rannych, poległych i zaginionych. Większość martwych została pogrzebana w szybko kopanych na miejscu mogiłach. Sytuacja ta wzburzyła ówczesnego gubernatora Pensylwanii do tego stopnia, że postanowił on wykupić około 7 hektarów ziemi z przeznaczeniem jej na cmentarz z prawdziwego zdarzenia, teraz zwany Gettysburg National Cemetery. 19 listopada 1863 nastąpiło oficjalne otwarcie cmentarza, na którym pojawił się prezydent Abraham Lincoln by wygłosić specjalną mowę. Składała się ona z 272 słów i przez wielu, po dziś dzień, uważana jest za arcydzieło języka angielskiego, przekształcając miejsce rzezi w narodowy symbol wykorzystując to tego jedynie 10 zdań.

Four score and seven years ago our fathers brought forth on this continent, a new nation, conceived in Liberty, and dedicated to the proposition that all men are created equal.

Now we are engaged in a great civil war, testing whether that nation, or any nation so conceived and so dedicated, can long endure. We are met on a great battle-field of that war. We have come to dedicate a portion of that field, as a final resting place for those who here gave their lives that that nation might live. It is altogether fitting and proper that we should do this.

But, in a larger sense, we can not dedicate – we can not consecrate – we can not hallow – this ground. The brave men, living and dead, who struggled here, have consecrated it, far above our poor power to add or detract. The world will little note, nor long remember what we say here, but it can never forget what they did here. It is for us the living, rather, to be dedicated here to the unfinished work which they who fought here have thus far so nobly advanced. It is rather for us to be here dedicated to the great task remaining before us – that from these honored dead we take increased devotion to that cause for which they gave the last full measure of devotion – that we here highly resolve that these dead shall not have died in vain – that this nation, under God, shall have a new birth of freedom – and that government of the people, by the people, for the people, shall not perish from the earth.

Abraham Lincoln, Gettysburg Address

IMG_0708

IMG_0714

Dziś, na polu bitwy wyznaczono Gettysburg National Military Park, wielki na ponad 10 mil kwadratowych. Pełną wrażeń samochodową wycieczkę po parku, wyznaczoną asfaltową drogą o długości 24 mil, zaczynamy w Visitor Center, w którym dostajemy broszury. Wojtek przez chwilę rozmawia z rangerem, który twierdzi – jak się później przekonaliśmy, słusznie – że jesień to najlepsza pora roku by odwiedzić to miejsce. Przejechanie całej trasy zajmuje nam około 3 godziny, podczas których widoki zapierają nam obu dech w piersiach.

IMG_0777

IMG_0833

IMG_0859

IMG_0890

IMG_0992

Po wyjechaniu z parku jedziemy do małego miasteczka Somerset, które znajduje się mniej więcej w połowie drogi między Gettysburgiem, a Pittsburghiem, który chcemy odwiedzić następnego dnia. Wczesną kolację spożywamy w małej włoskiej „restauracji”. Spaghetti z klopsikami – tutejszy specjał, który poprzedzamy deską serów i antipasto. Klopsiki nie były się zbyt dobre, ale za to sos do nich był znakomity. Wojtek na przemian to chwalił miłą obsługę, to narzekał na paskudną kawę.

Rankiem 17 października ruszamy do Pittsburgha. Okazuje się on miastem mostów. Postanawiamy ominąć centrum, które wygląda już dość standardowo – kilka wieżowców ściśniętych obok siebie – i zamiast tego wjeżdzamy na Mt. Washington, które jest punktem widokowym z panoramą miasta.

IMG_1151

Bardzo szybko wyjeżdżamy z tego miasta i wieczorem zatrzymujemy się w przyjemnym motelu w Grove City na przedmieściach Columbus, do którego przyjechaliśmy głównie ze względu na ZOO, gdyż jak twierdził Wojtek, jest ono najlepsze w USA (było to nieco naciągane). Większość zwierząt jest w klatkach, choć trzeba przyznać, że przestronnych. W 1956 roku urodził się tu Colo – pierwszy goryl urodzony w niewoli na świecie.

IMG_1319

IMG_1382

IMG_1394

IMG_1417

PS. W jednym z budynków w Zoo znalazłem dziwną jak na tej kraj fascynację książkami o Rosji.

IMG_1369

cdn.