Central Park

W piątek (5 października) wreszcie się rozpogadza. Kolejny poranek spędzony przy pracy, ale tym razem kończę wcześniej niż Wojtek, więc znowu się rozdzielamy. Z początku chciałem pójść do Museum of Natural History, ale korzystając z pięknej, letniej aury postanawiam udać się do Central Parku z zamiarem przejścia go w całości.

Wysiadając z metra, pewna kobieta trąca mój aparat torebką czego efektem jest dekielek od obiektywu turlający się po podłodze ku szczelinie między wagonem, a peronem. Niestety nie udaje mi się go złapać, więc tymczasowo muszę się bez niego obejść.

IMG_7980

IMG_7990

Przed parkiem zaczepia mnie „buddysta” w adidasach wręczając mi jakiś obrazek przedstawiający Buddę i co chwilę powtarzając „tempo donation, tempo donation”. Nie bardzo rozumiem, więc wyciąga i pokazuje mi album ze zdjęciami świątyni – teraz już wiem, że chodzi o „temple donation”. Jedyna gotówka jaką posiadam to ćwiartka, więc bez namysłu wręczam mu ją. Osobnik ten jednak nie był z tego faktu zadowolony, natychmiast wyrywa mi z rąk obrazek, oddaje monetę i oddala się szukając bogatszych darczyńców.

Mimo letniego klimatu, w parku daje się zauważyć coraz prędzej nadciągającą jesień. Alejki pełne są suchych już liści.

IMG_8137

IMG_8041

Jeżeli jesteśmy już przy alejkach to nigdzie nie mogłem doszukać się ich łącznej długości, ale najdłuższa pętla, którą możemy przejść nie będąc dwa razy w tej samej okolicy to około 10 km.

IMG_8217

IMG_8023

W Central Parku znajduje się były zbiornik wody pitnej dla miasta Nowy Jork nazwany na cześć żony byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Jacqueline Kennedy Onassis. Zbiornik ten jest ogromny, jego rozmiar można porównać do całego obszaru objętego plantami w Krakowie (jest niewiele mniejszy). Sam park jest przynajmniej tak duży jak Stare Miasto bez Kazimierza.

IMG_8099

Wspomniany zbiornik wodny to nie jedyne „jeziorko” w parku. Oprócz niego są także: The LakeThe Pond, The PoolHarlem Meer (poniżej), Turtle PondConservatory Water.

IMG_8195

W parku znajduje się kilka boisk baseballowych i kortów tenisowych oraz do siatkówki, jak również wiele innych atrakcji.

IMG_8102

IMG_8123

Wychodząc z parku postanowiłem poszukać jakiegoś sklepu fotograficznego w celu dokupienia dekielka. Udaje mi się jeden dość szybko znaleźć. Od progu jestem witany przez człowieka o śniadej cerze w charakterystyczny sposób: „Hello my friend!” Widząc i słysząc go, zapala mi się w głowie czerwona lampka. Podchodzę do lady i mówię, jak się okazuje, właścicielowi jaki mam problem. Odpowiada mi on, że to żaden problem i odchodzi do półki szukać dekielka w rozmiarze, który chcę. W międzyczasie rozglądam się wokoło i zauważam nieziemskie ceny produktów. Po chwili podchodzi do mnie sprzedawca niosąc w ręku dekielek (a w zasadzie jego zamiennik) z metką głoszącą $59.99. Tego się obawiałem, ale zanim cokolwiek z siebie wykrztusiłem, kupiec mówi: „This is $60, but I have a special price for you my friend, $30.” Brzmi znajomo? Tłumaczę jegomościowi, że towar nie jest warty nawet $10 w oryginale, ale jedynym efektem jaki udaje mi się uzyskać jest wyrzucenie mnie ze sklepu i brak dekielka. No cóż…

Wieczorem czeka nas kolejny koncert, na który również cudem udało się zdobyć bilety. Tym razem idziemy na Eagles of Death Metal, (grają jako support przed Afghan Whigs – nieznanym przeze mnie zespołem), który bynajmniej nie jest kapelą metalową, lecz gra muzykę z pogranicza garage/alternative rocka. Największą uciechę sprawia mi frontman zespołu Jesse Hughes – przy tym człowieku nie można się nudzić, co potwierdził już na poprzednim koncercie, na którym miałem okazję być w 2009 roku w Warszawie.

Przed koncertem zrobiliśmy się okropnie głodni, więc zaczęliśmy się rozglądać za jakąś ciekawą restauracją. Przez długi czas nie mogliśmy znaleźć nic ciekawego z rozsądnymi cenami, błądziliśmy tak wybrzydzając ponad godzinę, aż w końcu natrafiliśmy na Benares – indyjską restaurację. Okazało się, że warto było czekać – mimo, że było dość drogo, to była to prawdopodobnie najlepsza kolacja podczas całego wyjazdu.

cdn.