Atlantic City

Po dotarciu w rejony lotniska, ósmego dnia mojego pobytu w USA, udaliśmy się w poszukiwanie Enterprise Rent-A-Car, gdzie postanowiliśmy kilka dni wcześniej zarezerwować samochód. Zdecydowaliśmy się na wybranie klasy Intermediate (Toyota Corolla, Ford Focus lub podobne), gdyż wydała nam się najbardziej rozsądna cenowo w stosunku do wyposażenia samochodu, komfortu pasażera i spalania.

Na miejsce zajechaliśmy dość późno i okazało się, że personel wypożyczalni niemal w całości rozszedł się już do domów. Zostaliśmy więc obsłużeni przez kierownika oddziału. Po wypełnieniu szeregu dokumentów zaczął on podpytywać nas o różne rzeczy, w tym o dodatkowe wyposażenie – oczywiście wszystko słono płatne. Zdecydowaliśmy nie brać nawigacji GPS ($10 za dzień) i ustalonej ceny za paliwo (spodziewaliśmy się, że ceny poza okolicami Nowego Jorku będą dużo niższe niż oferowane tu) by zamiast tego oddać samochód z pełnym bakiem.

Po wybraniu dodatkowego wyposażenia przyszła kolej na wybór ubezpieczenia, których do wyboru jest kilka rodzajów – wypożyczalnie samochodów w USA zarabiają głównie na prowizji od ubezpieczycieli. Zanim przeszliśmy do konkretów, Pan nas obsługujący zapytał czy nie chcielibyśmy za dodatkowe $10 dziennie wymienić samochodu na inny, lepszy. Od razu zaświeciły się nam oczy, bo przed wylotem długo zastanawialiśmy nad Mustangiem. Popatrzyliśmy po sobie i niezwłocznie zapytaliśmy, więc na co moglibyśmy nasz samochód zamienić. Jordan niemal natychmiast odpowiedział, że cokolwiek co nam się spodoba w garażu może być nasze. Wstępnie zgodziliśmy się i ruszyliśmy w stronę hangaru z samochodami. Ledwo co weszliśmy, a w nasze oczy wpadł on! Granatowy Mustang, kabriolet. Nie spojrzeliśmy już na nic innego, co pracownik wypożyczalni skwitował słowami: „I knew you’d want that Mustang!”. Szybkie omówienie zasad ubezpieczenia (jesteśmy zwolnieni z wszelkiej odpowiedzialności o ile mamy przy sobie kluczyk), ostateczne podpisanie zgody na obciążenie karty kredytowej i samochód jest nasz.

Ponieważ było już całkiem ciemno, a Wojtek nie prowadził samochodu od ponad dwóch lat (w zasadzie to od kiedy zrobił prawko), zdecydowałem, że póki co to ja zajmę się prowadzeniem. Zasiadłem więc za sterami i doznałem lekkiego szoku.

IMG_8604-Edit

W środku kosmos, z początku czułem się jakbym wsiadł do pojazdu kosmicznego, ale zdziwienie szybko ustąpiło miejsca ekscytacji. Bardzo podoba mi się estetyka tego samochodu, szczególnie połączenie starego z nowym co najbardziej widać po zegarach.

W kierunku Atlantic City w stanie New Jersey ruszyliśmy w zasadzie na oślep (brak GPS), próbując wspomóc się nawigacją w telefonie, która ze względu na to, ze miałem do dyspozycji jedynie sieć 2G, była bardzo wolna.

IMG_8608-Edit

Dość prężnie udało nam się opuścić miasto i wjechaliśmy na autostradę Garden State Parkway. Nie obyło się bez problemów. Chwilę wcześniej przeraziliśmy się trochę, gdy odkryliśmy, że praktycznie nie mamy gotówki, a przed nami znajdowały się bramki. Ostatecznie razem uzbieraliśmy $13.25, a na bramce musieliśmy zapłacić $13. Jak chyba każdy wie, drogi w Stanach mają to do siebie, że są dość szerokie. Głównym problemem dla mnie było oznakowanie zjazdów z autostrady. Jadąc za ciężarówką, nagle okazało się, że jadąc drugim pasem od prawej, zjeżdżamy z autostrady. Na szczęście szybki manewr i udało się wrócić na dobrą trasę. Kilka minut później, nie chcąc przekraczać, bądź co bądź, bardzo niskich limitów prędkości (65 mil na godzinę – niecałe 105 km/h), a będąc co i rusz wyprzedzanym przez innych uczestników ruchu postanowiłem zjechać na prawy pas. Nagle, w tylnym lusterku zauważyłem, że wjechałem przed maskę ogromnej ciężarówki, która o zgrozo, jechała bez włączonych reflektorów! Serce stanęło mi w gardle, ale na szczęście dla Wojtka nie zszedłem na zawał; nie obyło się jednak bez soczystego bluzgnięcia.

Droga, którą jechaliśmy była przez większą część jednojezdniowa. Druga jezdnia była oddzielona od naszej lasem o szerokości kilkudziesięciu metrów. Co kilkadziesiąt mil na tym pasie zieleni znajdowały się olbrzymie service area, w skład których wchodziły stacje benzynowe, restauracje i miejsca służące do odpoczynku (tzw. rest area). Około północy zajechaliśmy przed Knights Inn, nasz pierwszy motel, przed którym zrobiłem kilka zdjęć samochodu.

IMG_8621-Edit

IMG_8625-Edit

IMG_8627-Edit

Następnego dnia, przed południem, wyruszyliśmy na wycieczkę po mieście. Była to ponad dwugodzinna sesja treningowa dla Wojtka, gdzie na spokojnie przypominał sobie jak kieruje się samochodem. Po drodze, szukając jakiegokolwiek sklepu spożywczego, znajdujemy polskie delikatesy, gdzie Wojtek kupuje Ptasie Mleczko i Nałęczowiankę. Od godziny 14 możemy się zameldować w hotelu, więc niewiele później tam też jedziemy. Nasz wybór padł na kasyno-hotel Tropicana, gdzie postanowiliśmy zostać dwie noce. Wieczorem zjeżdżamy do kasyna, gdzie Wojtek bardzo szybko przegrywa darmowe kredyty na jednorękich bandytach, a potem kieruje się do stołu pokerowego. Ja, z braku nastroju do gry, odpuszczam i czekając na Wojtka oglądam gry przy różnych stołach. Okazuje się, że Wojtek  dosyć szybko przegrywa założony budżet w wysokości $100 i udaje się na zasłużony odpoczynek. Ja jadę na szybkie zakupy i poszukać jakiegoś ciekawego miejsca na sesję zdjęciową samochodu. Niestety rozpadał się deszcz i pokrzyżował moje plany, więc musiałem się zadowolić hotelowym parkingiem.

IMG_8655-Edit

W środę rano, 10 października, wracam na do Garden City na Long Island by odebrać soczewki kontaktowe. Po drodze na Long Island przejeżdżałem przez Brooklyn.

IMG_8688-Edit

IMG_8719-Edit

Sprawę soczewek załatwiam dość szybko i pędzę na Jones Beach.

IMG_8875-Edit

IMG_8850-Edit

IMG_9021-Edit

IMG_8947-Edit

Podróż z Long Island do Atlantic City przebiega przez kilka mostów. Niektóre wyglądają fajnie tuż po zachodzie słońca. Tu mój ulubiony: Verrazano–Narrows, na którym tabliczki kategorycznie zabraniają robienia zdjęć. Mając taki widok przez szybę samochodu nie mogłem się jednak powstrzymać.

IMG_9116-Edit

Gdyby kogoś zastanawiało spalanie takiego potworka, to muszę przyznać, że w mieście podczas „nauki” Wojtka, udało się osiągnąć zaledwie 14 mil na galon, czyli trochę poniżej 17l/100km. W jeździe mieszanej za to jest całkiem przyzwoicie – w trasie z Atlantic City, NJ do Garden City, NY i z powrotem samochód pozwolił mi na przejechanie prawie 30 mil na jednym galonie, czyli około 8l/100km – w sumie ponad 340 mil i jakieś 3 godziny stania w korkach. Przy pojemności 3.7l i mocy ponad 300 KM to wynik bardzo dobry. Rzeczony korek i spalanie poniżej. W sobotę śmiałem się z Jeffa gdy podczas kolacji zapytał nas czy w Polsce mamy korki. Później wielokrotnie przypominałem to sobie i już nie było mi do śmiechu – zakorkowanie drogi o 4-6 pasach w jedną stronę to tutaj nic szczególnego.

IMG_9039-Edit

IMG_9128-Edit

Po powrocie, będąc w wyśmienitym humorze postanawiam, podobnie jak Wojtek wczoraj, przegrać $100. Cel udaje się osiągnąć po ponad 3 godzinach bardzo fajnej gry, gdzie praktycznie przez cały czas byłem „na plusie”. Ostatnia moja partia zakończyła się po dłuższej licytacji moim all-in na turnie mając fulla 10J. Niestety mój azjatycki przeciwnik na riverze dostaje waleta, by ostatecznie wygrać ze mną fullem J10. Idę więc obserwować Wojtka, któremu jak się okazuje idzie całkiem nieźle. Po niedługim czasie oczekiwania, kończy on grę mając ponad $600 w żetonach, czym odrobił z nawiązką wczorajsze straty.

Na koniec para zdjęć z okna z pokoju hotelowego.

IMG_8674-Edit

IMG_9213-Edit

Następny cel: Filadelfia w Pensylwanii.

cdn.